Czytam w nim m.in. "Ewolucja gwiazdy takiej jak Słońce lub jak V 391 Pegasi (gwiazda, o której naukowcy są pewni, że "pierwotnie wielkością, masą i strukturą przypominała słońce, natomiast teraz jej masa = 0,85 masy Słońca") zawsze prowadzi do powstania czerwonego olbrzyma. Dotychczas naukowcy nie byli pewni, czy wobec ogromu olbrzyma ostać sie moga planety. Okazuje się, że jak najbardziej. Planeta w odległości takiej jak Ziemia wcale nie musi zostać przez czerwonego kolosa pochłonięta. Może za to zmienić swoje położenie. Kiedy czerwony olbrzym traci na masie, aby stać się podkarłem, lub inną małą gwiazdą, planeta może odsunąć się znacznie dalej, niż znajdowała się pierwotnie."
To tylko fragment. Jak zwykle przy czytaniu tego typu informacji zastanawiam się nad ich sensem i praktyczną przydatnością. W sensie czy nasi naukowcy przedstawiaja nam rzeczywistość czy tylko prezentują swoje domysły, powołując się na "aktualny stan wiedzy z zakresu astronomii".
Zastanawiam się, na ile trafne jest używanie słów "zawsze prowadzi", czy z taką pewnością opisywanie kolejnych stadiów powstawania i rozwoju planet i gwiazd. Czy ludzie epoki, w której wciąż loty na księżyc czy na ziemską orbitę są szczytem możliwości technicznych, powinni wypowiadać się o losie planet i gwiazd, odległych od naszej samotnej planetki tak dalece, że nawet nie można sobie wyobrazić tej wielkiej odległości.
Moim zdaniem większość z tych poważnych rozważań poważnych, szanowanych naukowców można między bajki włożyć, wiele jest czystych teorii niemożliwych tak naprawdę do poparcia dowodami w praktyce, sa one jak marzenia z pogranicza StarTrek.
Kiedyś w szkole średniej bardzo interesowałem się teorią astronomiczną, przeczytałem na ten temat wiele książek ze szkolnej, dobrze wyposażonej, biblioteki. Czytałem książki z zapartym tchem, jednocześnie oglądając w domu fajne filmy sci-fi, jeszcze bardziej potęgujące wrażenia z lektury. Teraz jednak, im jestem starszy, tym więcej powątpiewam w te wszystkie fantastyczne założenia, teorie, historyczne tezy astronomiczne. Wydają mi się, że człowiek, nawet najbardziej wyedukowany naukowiec, jest istotą zbyt ograniczoną i tak naprawdę wszystkie naukowe tezy i założenia wymyśla w oparciu o zbyt wątłe dowody, aby można uznać je za wiarygodne i wykreowaną rzeczywistość uznać za rzeczywiście rzeczywistą
A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?







